Nie karminowe, kosmetyczne
Róże - królowe poetyczne
Pragnące, pachnąc, uszczęśliwić
Z łodygą jak balowa kibić
Metr wysokości płatki rżnięte
W krwawym koralu zawinięte
Róże - Hiszpanki feudalne
Nieopisanie seksualne
Przy których by sam rubin pobladł
Z jakimi na bajeczny obiad
Przychodził bogacz pełnokrwisty
Lawendą woniejący ogier
Do giętkiej i wysokonogiej
Panny Anieli
Smutnej, czystej, szaro-jedwabnej
No i z tymi wargami z lekka mięsistymi
Którymi po koniaku ciemnym
I mocnej kawie na wanilii
Chwytała róży płomień silny
I warg Alfreda smak korzenny
Piękna Aniela utrzymanka
Tańczyła na stołecznej scenie
Przychodził do niej po natchnienie
Ktoś inny jeszcze prócz amanta
Marny wierszopis miał rastenik
Z dziurami w płucach i w kieszeni
Jest właśnie teraz zły, pijany
I patrzy w róże wzrokiem szklanym
Patrzy, nie widząc pije koniak
I młotem żarno wali w skroniach
I wie bez róż, że ją zabije
Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień
Choć nie wie nic i róż nie widzi
I ciągle tamten koniak pije
Róże nie zauważone
Jak rany jątrzą się czerwone
Osypujące pierś kochanki
Pięknej Anieli utrzymanki
I oto krwi morderczej kurzem
Już dymią gorejące róże
Jak dziś, jak jutro, jak za tydzień
Żegna się i do Adrii idzie
Daruj mi piosenkę moich marzeń
Mój Panie który mieszkasz wśród witraży
Niech w pieśni życie kłębi się sławiąc zwykły dzień
I nie zapomnij mnie umieścić w niej
Daruj mi piosenkę moich marzeń
Mój Panie który śpiewasz wśród witraży
Niech chudy krawiec w pieśni tej syty żegna dzień
A dziecko niech zasypia zdrowym snem
Płyń płyń pieśni ma płyń ogrzać muszę duszę pełną zim
Płyń płyń melodio naszych serc twoje jasne światło zmywa lęku cień
Daruj nam piosenkę o przetrwaniu
Nasz Panie który śpiewasz razem z nami
Ja wiem że płacz to ludzka rzecz lecz dość już było łez
Dziewczynie która śpiewa ładniej jest
Płyń płyń pieśni ma płyń...
Daruj nam ten świat bez łez i strachu
By skrzypka nikt nie spędzał z jego dachu
A wieś skąd kiedyś uszedł dziad niech powraca w snach
Na falach pieśni która niesie nas
Płyń płyń pieśni ma płyń...
Poeci nie zjawiają się przypadkiem
Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle
Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz
Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są
A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu