Zapytałam: kim jestem i dokąd idę
W odpowiedzi usłyszałam
Dałem ci cały świat, półkule obie
I oceanów wielki szmat
Dałem ci rozum w głowie
I osiemdziesiąt do stu lat ludzkiego losu
A ty wybieraj tak czy nie
Czy będziesz słuchać mego głosu.
Dałem ci wszystkie cuda świata
Także te nie odkryte
I gwiazdy co wracają nocą
Choć nikną bladym świtem
Wszystko jest w twojej mocy
Zależne od zrozumienia
Jedna prawda moja jest -
- to sens twego istnienia.
Lecz prawda świętych ksiąg
Nieprosta do zrozumienia
W rozumie twoim cierniem jest
Prowadzi do zwątpienia
I gmatwa proste ścieżki.
Niech cię pokory uczy
Abyś ty sam siebie
Pychą nie zdusił.
Byś rozum doskonalił
I mógł pojąć szybko
Te zer tysiące co stoją
Za zwykłą jedynką.
W dążeniu do światła
Byś szedł prostą drogą
W tym ci i ja i te księgi
Te święte pomogą.
Ostawiam cię samym
Byś jadł owoc życia
I by wciąż cię nęciła
Wielka tajemnica
Co stworzysz to twoje
Gdzie dojdziesz tam będziesz
A syn twój pójdzie dalej
I rozum twój posiędzie.
Dałem ci cały świat, półkule obie
I oceanów wielki szmat
Dałem ci rozum w głowie
I osiemdziesiąt do stu lat
Ludzkiego losu - ...
Przypominam sobie miasto świętujące
Dech nam zapierało słońce tego dnia
Słyszę krzyki, śmiechy i orkiestry grzmiące
Wszyscy tu szaleją, a dokoła ja
Zagubiona w tłumie wyrwać się nie mogę
Ruszam się i brodzę, jak we mgle
I nagle patrzę, on wskazuje drogę
I w objęcia jego fala rzuca mnie.
Popędzani wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno tuż koło drugiego, przyjmujemy wspólny los
I śmiejemy się, jedno trzyma się drugiego
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Popędzana wielką falą wzbierającą i tańcząca
Tarantelą opętańczą, zaciskając dłoni splot
To nie wiatr, to już lot, nasze ciała w górze tańczą
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Iskierkami w jego oczach radość tryska
W głębi serca jasno, a dokoła szum
Między śmiechy nagle krzyk mój się przeciska
Kiedy go wyrywa z objęć moich tłum.
Popędzana wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno z dala od drugiego, miotam i wykłócam się
Jego śmiech, wołam, a to śmiech kogoś innego
Tłumię łzy, ściągam brwi, wykrzykuję ból i gniew.
Popędzana wielką falą, wzbierającą i tańczącą
Tarantelą opętańczą, zaciskając wściekle pięść
Wciąż pozwalam się nieść i przeklinam tych, którzy tańczą
Ten, z którym złączono mnie rozpłynął się.
Na brzegu błękitnej rzeczki
Mieszkają małe smuteczki.
Ten pierwszy jest z tego powodu,
Że nie wolno wchodzić do ogrodu.
Drugi - że woda nie chce być sucha.
Trzeci - że mucha wleciała do ucha.
A jeszcze, że kot musi drapać,
Że kura nie daje się złapać.
Ze nie można gryźć w nogę sąsiada
I że z nieba kiełbasa nie spada.
A ostatni smuteczek jest o to,
Ze człowiek jedzie, a pies musi biec piechota.
Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.