Nie wiem
co prawdą jest co złudzeniem
co dobrem jest jeszcze a co już złem
w co jeszcze można wierzyć w co już nie?
Nie wiem
czy wszystko mieć czy nic nie mieć
czy ważne jest to co wiem czy co mam
czy jedno drugim się zastąpić da?
Sen nie chce do mnie dziś przyjść
na słomiance u drzwi
księżyc przysiadł jak kot
świat taki łatwy za dnia
zbyt zawiły się stal
w tę bezsenną noc
Nie wiem
za mało chcę czy za wiele
szeroki świat wcale nie nęci mnie
do Tomaszowa wpadłabym na dzień...
Nie wiem
dla innych żyć czy dla siebie
czy cudzych spraw bagaż brać wciąż na grzbiet
czy własnym życiem wreszcie zająć się?
Sen nie chce do mnie dziś przyjść
na słomiance u drzwi
księżyc przysiadł jak kot
świat taki łatwy za dnia
zbyt zawiły się stal
w tę bezsenną noc
Nie wiem
co prawda jest co złudzeniem
co dobrem jest jeszcze a co już złem
w co jeszcze można wierzyć w co już nie?
Przepraszam, że żyję
Przepraszam, że piję
Przepraszam, że tyję
Choć szczęścia mi brak
Przepraszam, że minę
Przelotnie jak ptak.
Przepraszam, że nie jem
Przepraszam, że jem
Przepraszam, że nie wiem
Przepraszam, że wiem.
Meldowani na tej ziemi tymczasowo
Zapomnieni poprzez Boga już na amen
Zapatrzeni w skrawek miejsca, w dane słowo
Czemu wciąż wpadamy w sidła taki same.
Przepraszam, że żyję...
Chociaż przyszło żyć pod miedzą i za lasem
Tu gdzie deszcze przemijają monotonnie
Poigrajmy sobie czasem - sobie z czasem
Przewalajmy się z hałasem przez historię.
Przepraszam, że żyję...
A gdy przyszło nam urodzić się dziewczyną
Skaleczoną, jak ta czajka, przez mężczyzną
Kupmy sobie dobre, stare, mocne wino
I śpiewajmy, nie zmieniając serca w bliznę.
Przepraszam, że żyję...
Meldowani na tej ziemi tymczasowo
Przyodziani w tanie palto i Ojczyznę
Odgrywajmy los na nowo i na nowo
I śpiewajmy, nie zmieniając serca w bliznę.
To świetnie, że żyję
To świetnie, że piję
To świetnie, że tyję
Choć szczęścia mi brak
Nie szkodzi, że minę
Przelotnie jak ptak...
Poeci nie zjawiają się przypadkiem
Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle
Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz
Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są
A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu