Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny
Która samą siebie żłobiła,
Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej
Tam na górze są ponoć równiny.
I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
Sama biorąc na siebie cień zboczy...
Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije
Własna w czeluść ciągnie go siła,
Ale jest ciągle rzeka na dnie rozpadliny
Jest i będzie, będzie jak była,
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
A na ścianach wąwozu pasy barw i wyżłobień
Tej rzeki historia, tych brzegów
Ślady głazów rozmytych, cienie drzew powalonych
Muł zgarnięty pod siebie, wbrew sobie.
A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...
Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu,
Woda syczy i wchłania, lecz żyje
I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni,
Ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom,
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła
Pod kożuchem brudnej zieleni,
Tam ślad, prędzej niż ten co zostawił go, znika
Niewidoczne bagienne są sidła.
Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!
Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
Niech się sypią lawiny kamieni!
I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
Jak nie rzeka podziemna?
Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje-
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
Gdy jedna łza opada w dół
To jeszcze nic, to jeden ból
Żal, że jedno serce pękło znów
Płacz, dziewczyno, płacz
Tak wiele waży łza
Lżej, gdy się rozleje w rzekę łez
Serdecznie płacz, mężczyzno, płacz
Osuszy rzekę czas
Sól w kącikach ust wytrawi wiatr.
Gdy tysiąc łez opada w dół
Jak wielki deszcz z bezbronnych chmur
To tysiąc serc przeszywa ból
Ulice łez i miasta łez
Wagony łez, pociągi łez
Czy nigdy już nie skończą się.
Są złote łzy z bogatych serc
I srebrne łzy zamożnych sfer
Spójrz, biedaków łzy to zwykłe szkło
Pan uskładać chce naszyjnik z naszych łez
Płacz to taka zwykła ludzka rzecz.
A szczęścia łzy, gdzie one są
Do jakich ust spływają wciąż
Aj, jak przez te łzy wygląda świat
Śmiej się, bracie, śmiej
Niech perły rodzi śmiech
Pan chce mieć naszyjnik z naszych łez
Dlatego śmiej się, bracie, śmiej
Niech życie perli się
Śmiech to taka ludzka, zwykła rzecz.
Śpiewajmy o tym, co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O żebrakach, co przeklinają mrozy
I o matkach, co błogosławią ogień
O szmaciarzach, co grzebią w śmieciu każdym
Nuż się uśmiechnie do nich los łaskawy
I o poetach, co wpatrzeni w swą gwiazdę
Rozum stracili pozbawieni sławy
Śpiewajmy o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O biednych matkach złorzeczących mrozom
O żebrakach, co błogosławią ogień
O dziewczynach, co w godzinie wieczornej
Kładą dzieci pod obcymi drzwiami
I dygocą przed ludźmi w uniformie
Którzy klucz dzierżą od więziennej bramy
Śpiewajmy, o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O staruszkach, co przeklinają mrozy
I o dzieciach, co błogosławią ogień