Zapisz swoję ulubione piosenki Edyty Gepperd

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny

Która samą siebie żłobiła,
Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej
Tam na górze są ponoć równiny.

I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
Sama biorąc na siebie cień zboczy...

Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije
Własna w czeluść ciągnie go siła,
Ale jest ciągle rzeka na dnie rozpadliny
Jest i będzie, będzie jak była,

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

A na ścianach wąwozu pasy barw i wyżłobień
Tej rzeki historia, tych brzegów
Ślady głazów rozmytych, cienie drzew powalonych
Muł zgarnięty pod siebie, wbrew sobie.

A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...

Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu,
Woda syczy i wchłania, lecz żyje
I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni,
Ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom,

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła
Pod kożuchem brudnej zieleni,
Tam ślad, prędzej niż ten co zostawił go, znika
Niewidoczne bagienne są sidła.

Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!

Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
Niech się sypią lawiny kamieni!
I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
Jak nie rzeka podziemna?
Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje-

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.





Tear this is a tear


Ash Wednesday storm
My tough "enough"
Not a puppy's whine
Not anymore
A phony war

I said, be fair
I said, beware
Of this one tear
Before you risk a gamble
Playin', you risk in vain
All you can gain
Is this one tear

Tear, this is a tear
Rock hitting head
A thunder ball
Tear from deep inside
A fist, not palm
A towering wall

No lilac white
No dreamy night
No purple rose
Will change what's bound to happen
Well, our mutual spell
Turned upside down
For this one tear

Well our mutual spell
Turned upside down
Because of this
One tiny tear





Poeci nie zjawiają się przypadkiem 

Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle

Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz

Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są

A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu