Średnie miasta, są takie średnie miasta
Gdzie żaden dom nad inne nie wyrasta
W średnich miastach mężczyzna czy niewiasta
Nie zwykli są współziomków swych przerastać
W średnich miastach nie szarpiesz się, nie szastasz
Spokojem tchną przedziwnym takie miasta
Miejscowości tych nie jestem entuzjastka
Ale przyznam, jakiś urok tkwi w tych miastach
Średnie miasta, są takie średnie miasta
Gdzie żaden dom nad inne nie wyrasta
W średnich miastach pomniki bluszcz zarasta
Niewielkie są pomniki w takich miastach
Średnie miasta wyryły zamiast hasła
Nad bramą swą jedyne słowo - basta
Gdy za tobą taka brama się zatrzasła
Trudno będzie tobie wyjść z takiego miasta
Łza, to jest ta łza
Popielec mój
I twarde "dość"
Już nie skowyt psa
Nie cichy bój
O byle kość
Mówiłam ci
Strzeż się tej łzy
Mówiłam: grasz
O nerwów nagłe amen
Zważ, prosiłam zważ
Już wszystko masz
Prócz jednej łzy
Łza, to jest ta łza
Jak kamień w skroń
Lawina z gór
Łza, spod spodu dna
Już pięść nie dłoń
Podniebny mur
Ni białym bzem
Zniszczonym snem
Naręczem róż
Nie zmienisz biegu zdarzeń
Cóż, "wspólnota dusz"
Do góry dnem
Przez jedną łzę
Tę jedną łzę
Na brzegu błękitnej rzeczki
Mieszkają małe smuteczki.
Ten pierwszy jest z tego powodu,
Że nie wolno wchodzić do ogrodu.
Drugi - że woda nie chce być sucha.
Trzeci - że mucha wleciała do ucha.
A jeszcze, że kot musi drapać,
Że kura nie daje się złapać.
Ze nie można gryźć w nogę sąsiada
I że z nieba kiełbasa nie spada.
A ostatni smuteczek jest o to,
Ze człowiek jedzie, a pies musi biec piechota.
Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.