Zapisz swoję ulubione piosenki Edyty Gepperd

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Znowu jestem sama

Wbijam oczy w jeden punkt
Taki jest mój dramat
Tylko taki jest mój bunt
Przebić wzrokiem ścianę
Skruszyć cegły, skruszyć mur
Może tam, po drugiej stronie
Ktoś tak jak ja zaciska w dłoniach ból

Takie są me oczy, taka moich oczu treść
One gasną już, gasną jak płomyki świec

On wróci nad ranem i będzie się śmiać
Że ja przy tej ścianie wciąż muszę tak trwać
On nic nie zrozumie, bo znowu dziś pił
Że tam, gdzie ten mur, przecież on kiedyś był
Mój anioł, mój amant, mój książę, mój bóg
To nic, to nieważne i tak szkoda słów

Znowu jestem sama
Wbijam oczy w jeden punkt
Kiedy byłam mała
Tak lubiłam morza szum
Kiedy byłam mała
Tak lubiłam biec przez las
Żeby tam, po drugiej stronie
Zachodzący schwytać w dłonie blask

Takie były oczy, taka była oczu treść
One gasną już, gasną jak płomyki świec





Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny

Która samą siebie żłobiła,
Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej
Tam na górze są ponoć równiny.

I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
Sama biorąc na siebie cień zboczy...

Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije
Własna w czeluść ciągnie go siła,
Ale jest ciągle rzeka na dnie rozpadliny
Jest i będzie, będzie jak była,

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

A na ścianach wąwozu pasy barw i wyżłobień
Tej rzeki historia, tych brzegów
Ślady głazów rozmytych, cienie drzew powalonych
Muł zgarnięty pod siebie, wbrew sobie.

A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...

Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu,
Woda syczy i wchłania, lecz żyje
I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni,
Ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom,

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła
Pod kożuchem brudnej zieleni,
Tam ślad, prędzej niż ten co zostawił go, znika
Niewidoczne bagienne są sidła.

Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!

Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
Niech się sypią lawiny kamieni!
I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
Jak nie rzeka podziemna?
Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje-

Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.





Poeci nie zjawiają się przypadkiem 

Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle

Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz

Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są

A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu