Choć dalej z każdą chwilą
Od nieba do ziemi
Niewiele nam przybyło
Swobodnej przestrzeni
Stanęły obok siebie o krok
Dobro i zło
Nie umiesz ich rozdzielić
Nie szukasz nie znajdujesz
Nie pytasz o drogę
Udajesz że nie kochasz
Niczego nikogo
I nieprzytomnie biegnąc przez świat
Rzucasz na wiatr
Młodość swą i urodę
Nie nie nieprawda że nie mamy
Nic prawdziwego
Jest jest jak było przed wiekami
Piekło i niebo
Nie śmiejesz się nie płaczesz
Nie dziwisz się sobie
Próbujesz żyć inaczej
bez marzeń bez wspomnień
Z podróży nieudanych do gwiazd
Wracasz co dnia
Zdradzony i bezbronny
Nie nie nieprawda że nie mamy
Nic prawdziwego
Jest jest jak było przed wiekami
Piekło i niebo
Czasem widzą ją, kiedy wyjdzie na próg
W Opatowie, Kępnie lub jeszcze gdzieś
Spuszczą wzrok, milczy Bóg
Ani zdrowaś, ani na nią warknie pies.
Ich sumienia cierń, rzekłbyś - huba tych miejsc
Na sumienie czasu brak, jest jak ryba na studni dnie
Jest niby jest
Jakoś żyje, lecz popłynąć nie ma gdzie.
Oczu sól w zmowie milczenia ścian
W katarakcie lustra, w niebieskiej sukni jak lubił on
Z nim sam na sam
Ani bar na rogu kusi, ani dzwon.
Ptakom garść poda pod brzytwą zim
W ustach kamień, kiedy przyjdzie odlecieć w godzinie swej
I tak jak dym
Coraz bledsza jest i jest jej coraz mniej
Coraz mniej
Coraz mniej
Coraz mniej
Śpiewajmy o tym, co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O żebrakach, co przeklinają mrozy
I o matkach, co błogosławią ogień
O szmaciarzach, co grzebią w śmieciu każdym
Nuż się uśmiechnie do nich los łaskawy
I o poetach, co wpatrzeni w swą gwiazdę
Rozum stracili pozbawieni sławy
Śpiewajmy o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O biednych matkach złorzeczących mrozom
O żebrakach, co błogosławią ogień
O dziewczynach, co w godzinie wieczornej
Kładą dzieci pod obcymi drzwiami
I dygocą przed ludźmi w uniformie
Którzy klucz dzierżą od więziennej bramy
Śpiewajmy, o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O staruszkach, co przeklinają mrozy
I o dzieciach, co błogosławią ogień