Zawitaj do nas właściwy wietrze
nie mijaj naszych stron
są różne strony, może i lepsze
niech sobie lepsze są...
Ale ty do nas wietrze właściwy, zawitaj choćby już
Ty jesteś dobry i sprawiedliwy wysłuchaj naszych próśb.
Twego podmuchu choćby jednego czekamy długi czas
wietrze właściwy bądź nam kolegą,
wietrze wysłuchaj nas
wietrze właściwy Ciebie czekamy,
tu w naszą stronę wiej,
zobaczysz będzie ci dobrze z nami
a i nam z Tobą lżej...
Lecz gdybyś nie mógł przylecieć,
to wtedy uprzedź nas
i daj nam jakiś znak...
możesz nie dawać... bo my będziemy
czekali cię i tak.
Pragnął byś mieć, niejedną rzecz, lecz
bywa, że najskrytsze marzenia,
pragnienia każdy z nas ukrywa,
jakby wstydząc się albo bojąc
a marzenia tylko koją,
Trzeba, trzeba śnić trzeba żyć ponad stan, trzeba
marzyć i się nie bać, choć rozsądek ci czasem
szepce, że się boi i że nie chce
Ale wyobraźnia bez granic
rozsądek ma za nic i chce dalej
nowych szaleństw i stąd marzenia aby u nas
wiatr właściwy wiał
Historia Odyseusza, prawdziwa historia Odyseusza - zwanego również Ulissesem -
kończy się definitywnie na jednej z pomniejszych wysp Morza Śródziemnego.
Olśniony niezwykłością urody mieszkanek tego skalistego lądu,
zniewolony ich śpiewem, który skłonni jesteśmy rozumieć
jako wewnętrzny głos budzącej się w nim miłości własnej,
Odyseusz pozostał na Wyspie Syren,
nigdy nie wrócił do kraju, do domu, do czekających go kłopotów.
Ostatnia notatka w jego dzienniku pokładowym,
oprócz zwykłych treści związanych z nawigacją,
zawiera kilka zdań bardzo osobistych i przejmująco szczerych.
Otóż, zmęczony zwycięstwami, oszołomiony sławą,
odczuł nagle paniczny lek przed zbliżającym się koszmarem codzienności.
Postanowił nie wracać.
Postanowił nie wracać, na pewno ze szkoda dla mitu,
ale być może - z korzyścią dla siebie.
Jak tren dla zdradzonych ideałów brzmi śpiew Penelopy:
Z tych dróg nieznanych
Wróć, bo mnie samej tu
Tak bardzo smutno
Pomóż mi, wróć
Odmień ten zły czas...
Śpiewajmy o tym, co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O żebrakach, co przeklinają mrozy
I o matkach, co błogosławią ogień
O szmaciarzach, co grzebią w śmieciu każdym
Nuż się uśmiechnie do nich los łaskawy
I o poetach, co wpatrzeni w swą gwiazdę
Rozum stracili pozbawieni sławy
Śpiewajmy o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O biednych matkach złorzeczących mrozom
O żebrakach, co błogosławią ogień
O dziewczynach, co w godzinie wieczornej
Kładą dzieci pod obcymi drzwiami
I dygocą przed ludźmi w uniformie
Którzy klucz dzierżą od więziennej bramy
Śpiewajmy, o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O staruszkach, co przeklinają mrozy
I o dzieciach, co błogosławią ogień