Zapisz swoję ulubione piosenki Edyty Gepperd

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Gdy widzisz ptaka w locie jak wolny jest

Jak płynie sobie aż po nieba kres
Wiedz niebo bywa pełne wichrów i burz
A z lotu ptaka już nie widać róż
Bo wolność to nie cel lecz szansa by
Spełnić najpiękniejsze sny marzenia
Wolność to ta najjaśniejsza z gwiazd
Promyk słońca w gęsty las nadzieja

Wolność to skrzypce z których dźwięków cud
Potrafi wyczarować mistrza trud
Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz
To słychać będzie tylko pisk zgrzyt płacz
A wolność to wśród mądrych ludzi żyć
Widzieć dobroć w oczach ich i szczęście
Wolność to wśród życia gór i chmur
Poprzez każdy bór i mur znać przejście

Wolność lśni wśród gałęzi wielkich drzew
Które pną się w słońce każda w swoją stronę
Wolność brzmi jak radosny ludzi śpiew
Którzy wolność swą zdobyli na obronę
Zwycięstwa mądrości prawdy i miłości
Spokoju szczęścia zdrowia i godności
Wolność to diament nie do oszlifowania
A zabłyśnie blaskiem nie do opisania

Wolność to także i odporność serc
By na złą drogę nie próbować zejść
Bo są i tacy którzy wolności cud
Potrafią wmieszać w swoich sprawek brud
A wolność to królestwo dobrych słów
Mądrych myśli pięknych snów
To wiara w ludzi
Wolność ją wymyślił dla nas Bóg
Aby człowiek wreszcie mógł
W niebie się zbudzić





Czasem widzą ją, kiedy wyjdzie na próg

W Opatowie, Kępnie lub jeszcze gdzieś
Spuszczą wzrok, milczy Bóg
Ani zdrowaś, ani na nią warknie pies.

Ich sumienia cierń, rzekłbyś - huba tych miejsc
Na sumienie czasu brak, jest jak ryba na studni dnie
Jest niby jest
Jakoś żyje, lecz popłynąć nie ma gdzie.

Oczu sól w zmowie milczenia ścian
W katarakcie lustra, w niebieskiej sukni jak lubił on
Z nim sam na sam
Ani bar na rogu kusi, ani dzwon.

Ptakom garść poda pod brzytwą zim
W ustach kamień, kiedy przyjdzie odlecieć w godzinie swej
I tak jak dym
Coraz bledsza jest i jest jej coraz mniej

Coraz mniej
Coraz mniej
Coraz mniej





Śpiewajmy o tym, co jest życia prozą

O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O żebrakach, co przeklinają mrozy
I o matkach, co błogosławią ogień

O szmaciarzach, co grzebią w śmieciu każdym
Nuż się uśmiechnie do nich los łaskawy
I o poetach, co wpatrzeni w swą gwiazdę
Rozum stracili pozbawieni sławy

Śpiewajmy o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O biednych matkach złorzeczących mrozom
O żebrakach, co błogosławią ogień

O dziewczynach, co w godzinie wieczornej
Kładą dzieci pod obcymi drzwiami
I dygocą przed ludźmi w uniformie
Którzy klucz dzierżą od więziennej bramy

Śpiewajmy, o tym co jest życia prozą
O tym, co sercu jest bliskie i drogie
O staruszkach, co przeklinają mrozy
I o dzieciach, co błogosławią ogień