Gdy jedna łza opada w dół
To jeszcze nic, to jeden ból
Żal, że jedno serce pękło znów
Płacz, dziewczyno, płacz
Tak wiele waży łza
Lżej, gdy się rozleje w rzekę łez
Serdecznie płacz, mężczyzno, płacz
Osuszy rzekę czas
Sól w kącikach ust wytrawi wiatr.
Gdy tysiąc łez opada w dół
Jak wielki deszcz z bezbronnych chmur
To tysiąc serc przeszywa ból
Ulice łez i miasta łez
Wagony łez, pociągi łez
Czy nigdy już nie skończą się.
Są złote łzy z bogatych serc
I srebrne łzy zamożnych sfer
Spójrz, biedaków łzy to zwykłe szkło
Pan uskładać chce naszyjnik z naszych łez
Płacz to taka zwykła ludzka rzecz.
A szczęścia łzy, gdzie one są
Do jakich ust spływają wciąż
Aj, jak przez te łzy wygląda świat
Śmiej się, bracie, śmiej
Niech perły rodzi śmiech
Pan chce mieć naszyjnik z naszych łez
Dlatego śmiej się, bracie, śmiej
Niech życie perli się
Śmiech to taka ludzka, zwykła rzecz.
Nie wiem
co prawdą jest co złudzeniem
co dobrem jest jeszcze a co już złem
w co jeszcze można wierzyć w co już nie?
Nie wiem
czy wszystko mieć czy nic nie mieć
czy ważne jest to co wiem czy co mam
czy jedno drugim się zastąpić da?
Sen nie chce do mnie dziś przyjść
na słomiance u drzwi
księżyc przysiadł jak kot
świat taki łatwy za dnia
zbyt zawiły się stal
w tę bezsenną noc
Nie wiem
za mało chcę czy za wiele
szeroki świat wcale nie nęci mnie
do Tomaszowa wpadłabym na dzień...
Nie wiem
dla innych żyć czy dla siebie
czy cudzych spraw bagaż brać wciąż na grzbiet
czy własnym życiem wreszcie zająć się?
Sen nie chce do mnie dziś przyjść
na słomiance u drzwi
księżyc przysiadł jak kot
świat taki łatwy za dnia
zbyt zawiły się stal
w tę bezsenną noc
Nie wiem
co prawda jest co złudzeniem
co dobrem jest jeszcze a co już złem
w co jeszcze można wierzyć w co już nie?
Spóźniłam się na mój ślub, dlaczego - czy ja wiem
Spóźniłam się na mój ślub, tak się złożyło
W urzędzie tłum, ludzi tłum, z zapartym czekał tchem
Fotograf był, tylko mnie jakoś nie było.
Spóźniłam się na mój ślub, niedużo, parę lat
Spóźniłam się na mój ślub chwileczkę małą
Mówili mi - suknię kup, we włosy wepnij kwiat
Nie marnuj lat, najlepszych lat, a ja... czekałam.
Bo chciałam, by mą druhną była miłość
Tren niosła i tuliła się do niego
A jej na mój ślub nie po drodze było
Nie chciała mi świadkować i dlatego...
Spóźniłam się na mój ślub, ze wszystkich mądrych rad
Wybrałam głos, uparty głos serca dziewczyny
Że mnie napotka ktoś, kto na swój się spóźni ślub
Lat tyle samo i z tej samej przyczyny.