Ty, tul mnie, ciśnij, bo tyś mi, jak brat
Przy tobie mogę pozbawić się szat
Bez żadnych obaw o honór i cześć
Więc tul mnie, ciśnij, pieść.
Ty jesteś inny, niewinny i cny
Twych pieszczot brzeszczot nie rani, bo ty
Ty nie chcesz nic, tylko być
Przy mnie blisko i to wszystko starcza ci.
Brutali pełno wszędzie wkrąg
Ci łapy mają zamiast rąk
A w oczach żądzę, chuć już z dala czuć,
Że chcieliby mi coś zzuć.
Mnie na takich pętaków...
Lecz nie warto o nich dalej truć.
Ty jesteś czysty, przejrzysty, jak łza
Ty jesteś grzeczny, bezpieczny i ja
Przy tobie spokój i pewność mam, że
Nie wykorzystasz mnie.
Więc tul mnie, ciśnij, bo tyś mi, jak syn
Tak delikatny jak najlepsze z win
I również mi starcza, gdy jesteś przy mnie blisko
Jesteś i to wszystko, właśnie ty.
Historia Odyseusza, prawdziwa historia Odyseusza - zwanego również Ulissesem -
kończy się definitywnie na jednej z pomniejszych wysp Morza Śródziemnego.
Olśniony niezwykłością urody mieszkanek tego skalistego lądu,
zniewolony ich śpiewem, który skłonni jesteśmy rozumieć
jako wewnętrzny głos budzącej się w nim miłości własnej,
Odyseusz pozostał na Wyspie Syren,
nigdy nie wrócił do kraju, do domu, do czekających go kłopotów.
Ostatnia notatka w jego dzienniku pokładowym,
oprócz zwykłych treści związanych z nawigacją,
zawiera kilka zdań bardzo osobistych i przejmująco szczerych.
Otóż, zmęczony zwycięstwami, oszołomiony sławą,
odczuł nagle paniczny lek przed zbliżającym się koszmarem codzienności.
Postanowił nie wracać.
Postanowił nie wracać, na pewno ze szkoda dla mitu,
ale być może - z korzyścią dla siebie.
Jak tren dla zdradzonych ideałów brzmi śpiew Penelopy:
Z tych dróg nieznanych
Wróć, bo mnie samej tu
Tak bardzo smutno
Pomóż mi, wróć
Odmień ten zły czas...
Poeci nie zjawiają się przypadkiem
Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle
Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz
Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są
A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu