Chciałam zaśpiewać o czymś ważnym
O samotności braku nieba
Lecz powiedzieli - Pani Geppert - co Pani
To się nie sprzeda
Chciałam zaśpiewać o miłości
Której czas nigdy nie ostudzi
Lecz powiedzieli - Nie! To nie pójdzie
Pani Geppert to nie dla ludzi
Chciałam zaśpiewać hymn o trwaniu
Cóż nie będziemy wiecznie młodzi
Powiedzieli - kobieto - kogo to dzisiaj obchodzi
I pouczyli że ich zdaniem
To znaczy zdaniem pewnych osób
Sprzedają się rzeczy o niczym
Napisane w przystępny sposób
I żebym sobie dała spokój
Z tym czarnym strojem, przysmędzaniem
To się nie sprzeda
To się nie sprzeda - Pani Geppert
To się nie sprzeda - Pani Geppert
To się nie sprzeda - Pani Geppert
W życiu!
Lecz kiedy widzę na koncertach
W oczach słuchaczy skrawek nieba
To myślę sobie - Dobry Boże
A co mi tam - niech się nie sprzeda
W tych oczach widzę taką miłość
Której czas nigdy nie ostudzi
I wtedy mam ochotę krzyknąć
Ludzie! - To jest dla ludzi
W tych oczach widzę dramat czasu
Cóż nie będziemy wiecznie młodzi
Dlatego chodzi mi po głowie
Że może to kogoś obchodzi
Nawet jeżeli czyimś zdaniem
To znaczy zdaniem pewnych osób
Sprzedają się rzeczy o niczym
Napisane w przystępny sposób
Niech mówią dajże Pani spokój
Z tym czarnym strojem, przysmędzaniem
To się nie sprzeda - Pani Geppert
To się nie sprzeda - Pani Geppert
To się nie sprzeda - Pani Geppert
W życiu - Amen.
Te marzenia którym skrzydeł brak
Usta pełne pustych słów
Drogowskazy które stoją tam
Gdzie nie było nigdy dróg
Czas wędruje po manowcach gdzieś
Nie wiadomo zmierzch czy świt
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam
Może my się śnimy komuś
Jak naprawdę jest nie wiadomo
Tego jeszcze nie wie nikt
Czy to świat śni się nam
Czy to my się śnimy sobie
Nikt niestety nam nie odpowie
Tego jeszcze nie wie nikt
Te starania by zostawić ślad
Na ruchomych piaskach dni
Śmieszna wiara że zdołamy wpław
Do szczęśliwych dotrzeć wysp
W zapytania ślad układa się
Codzienności szary dym
Może wszystko to jest tylko snem
Który właśnie nam się śni
Może świat śni się nam...
Poeci nie zjawiają się przypadkiem
Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle
Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz
Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są
A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu