Tych miasteczek nie ma już
Okrył niepamięci kurz
Te uliczki, lisie czapy, kupców rój
Płotek z kozą żywicielką
Krawca Szmula z brodą wielką
Co jak nikt umiał szyć ślubny strój
A zakochane oczy lśnią
Otula się liliową mgłą
Zapomniany świat i płynie, płynie w dal
Z kogucim i baranim łbem
Na białej chmurze ginie, hen
Tak, jak malował pan Chagall
Już zmierzony ślubny strój
Rudy krawcze atłas krój
I odmierzaj łokciem śnieżnobiały tiul
Gdy wypieścisz ślubną suknię
W mig o srebro, srebro stuknie
A ty żyć będziesz, ech, jak ten król
A zakochane oczy lśnią...
Tych miasteczek nie ma, nie
Ale krawcze oczy twe
Miał kolega, gdy pociągu zabrzmiał gwizd
Pozostały na peronie
Nasze zaciśnięte dłonie
I ten szept: bywaj zdrów, napisz list
A zapłakane oczy lśnią
Otula się liliową mgłą
Smutny pociąg i odpływa w dal, hen, w dal
O ciepłym, dobrym domu sen
W tunelu ciemnym ginie, hen
Nie tak malował pan Chagall
Łzy obeschły dawno już
Ale niepamięci kurz
Warto, żeby jakiś wiatr nareszcie zwiał
Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak miarę brał
A potem niechaj skrzypki tną
I zakochane oczy lśnią
I cymbałów dźwięk niech płynie, płynie w dal
Z tułaczem krawcem za pan brat
Niech zawiruje w tańcu świat
Tak jak malował pan Chagall
Przypominam sobie miasto świętujące
Dech nam zapierało słońce tego dnia
Słyszę krzyki, śmiechy i orkiestry grzmiące
Wszyscy tu szaleją, a dokoła ja
Zagubiona w tłumie wyrwać się nie mogę
Ruszam się i brodzę, jak we mgle
I nagle patrzę, on wskazuje drogę
I w objęcia jego fala rzuca mnie.
Popędzani wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno tuż koło drugiego, przyjmujemy wspólny los
I śmiejemy się, jedno trzyma się drugiego
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Popędzana wielką falą wzbierającą i tańcząca
Tarantelą opętańczą, zaciskając dłoni splot
To nie wiatr, to już lot, nasze ciała w górze tańczą
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Iskierkami w jego oczach radość tryska
W głębi serca jasno, a dokoła szum
Między śmiechy nagle krzyk mój się przeciska
Kiedy go wyrywa z objęć moich tłum.
Popędzana wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno z dala od drugiego, miotam i wykłócam się
Jego śmiech, wołam, a to śmiech kogoś innego
Tłumię łzy, ściągam brwi, wykrzykuję ból i gniew.
Popędzana wielką falą, wzbierającą i tańczącą
Tarantelą opętańczą, zaciskając wściekle pięść
Wciąż pozwalam się nieść i przeklinam tych, którzy tańczą
Ten, z którym złączono mnie rozpłynął się.
Jak miło się pamięta
Zapach domu na Święta
Co kominem wybiega
Z życzeniami do nieba
Pierwsza gwiazdka już w barszczu
Kolędujmy bez fałszu
Nie wytrzyma i święty
Gdy pod drzewkiem prezenty
Święta mają coś z bajki
Każdej zimy pisanej od nowa
W oknie puchu kołderka
W każdym sercu iskierka
By ogrzała się noc grudniowa
Święta mają coś z bajki
Którą każdy dostaje w spadku
Choć wiem co jest prawdziwe
Jednak zawsze się dziwię
Ile życzeń mieści się w opłatku
Jak miło się pamięta
Zapach domu na Święta
Gdy stoimy przy stole
Z wypiekami na czole
I wśród tej ciszy nocnej
Świat na chwilę odpocznie
Mama spojrzy na Tatę
I podniesie opłatek
Święta mają...
Jak miło się pamięta
Zapach domu na Święta
Już kolęda ożyła
Smutki w sercach stopiła
I Jezus malusieńki
Na płatkach płynie w błękit
Musi zdążyć, niebożę
Z życzeniami za morze