Podejrzanie, Przypominam sobie miasto świętujące
Dech, Nie karminowe, kosmetyczne
Róże - królowe." />
Na pierwsze drgnienie twoich ust
Podejrzanie mi faluje biust
I małpich przodków cała dzicz
Włazi we mnie na twój speech
I z hukiem pęka śmiechu trzos
Znowu gryzę dywan rycząc w głos
Topi się powagi grań
W każdym z twoich zdań
To twoje słynne gładkie "ł"
Jakbyś w dziąsłach mamałygę mełł
Znów wpływa w mych małżowin głąb
Jak obłoczków białych kłąb
Łagodny jak łabędzi łuk
Słuszne jak spłacony właśnie dług
Spływa błamem złotych mgieł
Twoje gładkie "ł"
A ty w mentorski walisz dzwon
Jakby się w rodzinie trafił zgon
Już sama nie wiem śpisz czy kpisz
Lepiej nie mów tylko pisz
Bo to już nie jest śmiech to kwik
To jest jak szaleju tęgi łyk
Kiedy twój dostojny bas
Międli cały czas
To twoje słynne gładkie "ł"
Jakbyś w dziąsłach mamałygę mełł
Znów wpływa w mych małżowin głąb
Jak obłoczków białych kłąb
Łagodne jak łabędzi łuk
Słuszne jak spłacony właśnie dług
Spływa błamem złotych mgieł
Twoje gładkie "ł"
Przypominam sobie miasto świętujące
Dech nam zapierało słońce tego dnia
Słyszę krzyki, śmiechy i orkiestry grzmiące
Wszyscy tu szaleją, a dokoła ja
Zagubiona w tłumie wyrwać się nie mogę
Ruszam się i brodzę, jak we mgle
I nagle patrzę, on wskazuje drogę
I w objęcia jego fala rzuca mnie.
Popędzani wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno tuż koło drugiego, przyjmujemy wspólny los
I śmiejemy się, jedno trzyma się drugiego
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Popędzana wielką falą wzbierającą i tańcząca
Tarantelą opętańczą, zaciskając dłoni splot
To nie wiatr, to już lot, nasze ciała w górze tańczą
Kiedy tłum niesie nas i upojnie płynie czas.
Iskierkami w jego oczach radość tryska
W głębi serca jasno, a dokoła szum
Między śmiechy nagle krzyk mój się przeciska
Kiedy go wyrywa z objęć moich tłum.
Popędzana wielką falą, która ciągnie nas i wciąga
Jedno z dala od drugiego, miotam i wykłócam się
Jego śmiech, wołam, a to śmiech kogoś innego
Tłumię łzy, ściągam brwi, wykrzykuję ból i gniew.
Popędzana wielką falą, wzbierającą i tańczącą
Tarantelą opętańczą, zaciskając wściekle pięść
Wciąż pozwalam się nieść i przeklinam tych, którzy tańczą
Ten, z którym złączono mnie rozpłynął się.
Nie karminowe, kosmetyczne
Róże - królowe poetyczne
Pragnące, pachnąc, uszczęśliwić
Z łodygą jak balowa kibić
Metr wysokości płatki rżnięte
W krwawym koralu zawinięte
Róże - Hiszpanki feudalne
Nieopisanie seksualne
Przy których by sam rubin pobladł
Z jakimi na bajeczny obiad
Przychodził bogacz pełnokrwisty
Lawendą woniejący ogier
Do giętkiej i wysokonogiej
Panny Anieli
Smutnej, czystej, szaro-jedwabnej
No i z tymi wargami z lekka mięsistymi
Którymi po koniaku ciemnym
I mocnej kawie na wanilii
Chwytała róży płomień silny
I warg Alfreda smak korzenny
Piękna Aniela utrzymanka
Tańczyła na stołecznej scenie
Przychodził do niej po natchnienie
Ktoś inny jeszcze prócz amanta
Marny wierszopis miał rastenik
Z dziurami w płucach i w kieszeni
Jest właśnie teraz zły, pijany
I patrzy w róże wzrokiem szklanym
Patrzy, nie widząc pije koniak
I młotem żarno wali w skroniach
I wie bez róż, że ją zabije
Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień
Choć nie wie nic i róż nie widzi
I ciągle tamten koniak pije
Róże nie zauważone
Jak rany jątrzą się czerwone
Osypujące pierś kochanki
Pięknej Anieli utrzymanki
I oto krwi morderczej kurzem
Już dymią gorejące róże
Jak dziś, jak jutro, jak za tydzień
Żegna się i do Adrii idzie