Zapisz swoję ulubione piosenki Edyty Gepperd

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Nie zastukam tego ranka do kochanka wrót

Zatrzymała mnie rusałka w srebrnym lustrze wód
Rozpuściła włos zielony - niech nim igra toń
I spytała szmerem wody po co tak spieszę doń?

Póki smutek nie zamieszkał w mym powszednim dniu
Mogę tworzyć obraz szczęścia z marzeń i ze snów
Póki na mych uczuć łąkę nie padł żaden cień
Tylko słońce, tylko gwiazdy i świąteczny dzień.

Nie rozstrzygnie biedne serce wątpliwości tej
Czy on bardzo kocha jeszcze, czy już trochę mniej?

Kto nauczy, kto podpowie, czego trzeba by,
By radości nam spod powiek nie zabrały łzy,
By w powodzi słów słodzonych i drobniutkich kłamstw
Choćby drobna cząstka nieba pozostała w nas.

Nie doradzą żadne mędrce, którą ścieżką iść,
Nie wywróży mi naprędce akacjowy liść
Nie wie sowa rosochata, zatopiona w śnie
Czy ma rację ta rusałka, że niepokoi mnie.

W trwodze bije biedne serce echem pieśni tej
Czy on bardzo kocha jeszcze, czy już trochę mniej?
Czy trochę mniej?





Znowu jestem sama

Wbijam oczy w jeden punkt
Taki jest mój dramat
Tylko taki jest mój bunt
Przebić wzrokiem ścianę
Skruszyć cegły, skruszyć mur
Może tam, po drugiej stronie
Ktoś tak jak ja zaciska w dłoniach ból

Takie są me oczy, taka moich oczu treść
One gasną już, gasną jak płomyki świec

On wróci nad ranem i będzie się śmiać
Że ja przy tej ścianie wciąż muszę tak trwać
On nic nie zrozumie, bo znowu dziś pił
Że tam, gdzie ten mur, przecież on kiedyś był
Mój anioł, mój amant, mój książę, mój bóg
To nic, to nieważne i tak szkoda słów

Znowu jestem sama
Wbijam oczy w jeden punkt
Kiedy byłam mała
Tak lubiłam morza szum
Kiedy byłam mała
Tak lubiłam biec przez las
Żeby tam, po drugiej stronie
Zachodzący schwytać w dłonie blask

Takie były oczy, taka była oczu treść
One gasną już, gasną jak płomyki świec





Poeci nie zjawiają się przypadkiem 

Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle

Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz

Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są

A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu