Zapisz swoję ulubione piosenki Edyty Gepperd

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Poeci nie zjawiają się przypadkiem 

Z niebieskich do nas przybywają stron
Na zawsze niezgłębioną jest zagadką
Dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańców prosto z nieba
Istnienia smutek i marzenia blask
W chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną dając znak
Tym którzy zabłądzili w mgle

Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
Zbyt prędko wypełniają się ich dni
I znów na długo zostajemy sami
Być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
Tak, jakby niepotrzebni byli już
Odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
Sternicy zagubionych naszych dusz

Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
I wieniec ziół rozsiewa po nich wiatr
Odchodzą stąd, lecz nie, nie umierają
Sumieniem naszym niespokojnym są

A kiedy mój czas także się wyczerpie
Poproszę cicho już ostatkiem tchu
Daj Boże proszę daj nadziei choć iskierkę
Że i ja też nie przypadkiem byłam tu





Zapytałam: kim jestem i dokąd idę

W odpowiedzi usłyszałam

Dałem ci cały świat, półkule obie
I oceanów wielki szmat
Dałem ci rozum w głowie
I osiemdziesiąt do stu lat ludzkiego losu
A ty wybieraj tak czy nie
Czy będziesz słuchać mego głosu.

Dałem ci wszystkie cuda świata
Także te nie odkryte
I gwiazdy co wracają nocą
Choć nikną bladym świtem
Wszystko jest w twojej mocy
Zależne od zrozumienia
Jedna prawda moja jest -
- to sens twego istnienia.

Lecz prawda świętych ksiąg
Nieprosta do zrozumienia
W rozumie twoim cierniem jest
Prowadzi do zwątpienia
I gmatwa proste ścieżki.
Niech cię pokory uczy
Abyś ty sam siebie
Pychą nie zdusił.

Byś rozum doskonalił
I mógł pojąć szybko
Te zer tysiące co stoją
Za zwykłą jedynką.
W dążeniu do światła
Byś szedł prostą drogą
W tym ci i ja i te księgi
Te święte pomogą.

Ostawiam cię samym
Byś jadł owoc życia
I by wciąż cię nęciła
Wielka tajemnica
Co stworzysz to twoje
Gdzie dojdziesz tam będziesz
A syn twój pójdzie dalej
I rozum twój posiędzie.

Dałem ci cały świat, półkule obie
I oceanów wielki szmat
Dałem ci rozum w głowie
I osiemdziesiąt do stu lat
Ludzkiego losu - ...





W długi, śmieszny karabin 

I mały bagnet zbrojny
Zjawił się u mnie żołnierz
Z pierwszej światowej wojny.

I stanął w okienku strychu
Z tym karabinem w dłoni
I strzelał przez to okienko
I widać się przed kimś bronił.

Na próżno mu tłumaczę
Że teraz to nie ma sensu
I żeby sobie odpoczął
Bo ręce mu się trzęsą.

I żeby przestał strzelać
Bo wszędzie jest spokojnie
Jest nie tylko po pierwszej
Lecz i po drugiej wojnie.

On milczy i patrzy w przestrzeń
Nieruchomymi oczami
I strzela tępo i często
Zardzewiałymi kulami.

Do wrogów nieistniejących
Albo w samo zło
I czasem mój mały synek
Idzie do niego na strych.

Zanosi mu miskę zupy
Albo trzy, cztery bułki
A idąc, zawsze zabiera
Swój hełm i strzały z półki.

A żołnierz jest bardzo głodny
Lecz nim się rzuci na żarcie
Ustawia mojego synka
Na niepotrzebnej warcie.

Więc synek wkłada hełm
W którym wygląda śmiesznie
I strzela z łuku, a żołnierz
Jedzeniem się dławi pośpiesznie.

Lecz jedząc, spogląda czujnie
Ku ciemniejącym polom
Posłuszny przebrzmiałym rozkazom
Żałosny i smutny dziwoląg.

A mnie wcale nie śmieszy
Tej sprawy absurd niezmierny
Mnie imponuje ten żołnierz
Przynajmniej jest czemuś wierny.